Fragmenty

Czas premiery trochę się przedłuża, a ja za to mam niezłą frajdę. Kolejne bezcenne minuty mojego życia. Ale żeby nie być taką wredną to kilka linijek <wyjętych> z książki.


Na pierwszy rzut Nikki i jej alkoholizm.


Kobieta ze smutkiem opuściła mieszkanie. Po kuchennym incydencie miała jeszcze większą ochotę na wódkę. Bez wahania zaparkowała służbowy samochód pod barem. Odznakę wrzuciła do schowka w samochodzie, a broń przykryła czarną, niemodną marynarką.

Było południe, więc w środku siedziało zaledwie kilka osób. Sami mężczyźni. Zajęła miejsce przy drewnianej ladzie i kiwnęła na barmana. Sięgnęła po szklankę i jednym łykiem wypiła całą zawartość. Lekko się skrzywiła, ale poprosiła o kolejną whisky. Tym razem wzięła mały łyk, przez chwilę obracała szklankę, po czym odstawiła ją na blat.

– Złotko, masz ochotę na coś lepszego? – zapytał siedzący obok mężczyzna.

Nikki zmierzyła wzrokiem brodatego delikwenta, który ledwo siedział na stołku. Nie odpowiedziała, tylko wypiła whisky do końca. Mężczyzna przybliżył się do kobiety.

– Odczep się – rzuciła do niego.

Uśmiechnął się tylko i klepnął Nikki w pośladek.

– Dopiero mogę się przyczepić – powiedział.

Nikki chwyciła go za rękę i przycisnęła całym ciałem do lady.

– Lepiej nie – dodała, wyszarpując broń. Wycelowała ją w stronę mężczyzny.

Barman podniósł ręce.

– Wow, spokojnie – powiedział. – Tylko spokojnie.

Spojrzał na palec, który Nikki trzymała na spuście, i zobaczył, że drży jej ręka. Mężczyzna po drugiej stronie baru bał się poruszyć, widząc broń przyciśniętą do swojej klatki piersiowej. Ledwie oddychał. Patrzył błagalnie na detektyw.

– Odłóż broń – rzekł barman. Kobieta spojrzała na niego i schowała broń do kabury. Wyciągnęła z kieszeni kilka banknotów i rzuciła na ladę, po czym swobodnie wyszła.


To teraz trochę z serii policyjnej.


W pokoju przesłuchań siedział James, naprzeciwko niego stali detektyw Gonzales i jego partner. Rozmowę podglądała Jennifer.

– Zacznijmy od początku – zaczął Gonzales. – Dlaczego nie zgłosiłeś kradzieży samochodu?

– Nie chciałem kłopotów.

– Ale teraz je masz – wtrącił Santiago.

– Gdzie byłeś dzisiaj między dziewiątą a dziesiątą?

– W domu.

– Nie masz lepszego alibi? – zapytał młody detektyw.

– Ja niczego nie zrobiłem, przysięgam!

Moore rzucił na stół teczkę z aktami.

– Wtedy też twierdziłeś, że niczego nie zrobiłeś! – krzyknął. – Napad z bronią w ręce, nagabywanie, pobicie. Mam wymieniać dalej?

– To było dawno. Teraz się zmieniłem. Znalazłem pracę, wyszedłem na prostą.

– Często słyszymy takie bajeczki – rzekł Santiago.

– Jeżeli będziesz współpracować, szepniemy dobre słowo prokuratorowi – dodał Rob.

James uderzył pięściami w stół.

– Ile razy mam wam powtarzać, że jestem niewinny?

– Uspokój się – odparł Moore.

James usiadł.

– To ja poproszę adwokata.

– Jesteś tego pewien? Znaleźliśmy wystarczającą ilość trawki, żeby cię zatrzymać.

– Adwokat.

Kapitan zwołał zespół do pomieszczenia konferencyjnego. Przed nim zjawiło się trzech detektywów.

– Gdzie Nikki?

Rob wystąpił krok naprzód.

– Sprawdza poszlaki – powiedział pewnym głosem.

– Co mamy do tej pory?

– Sprawdziłem rodziców, ale niczego podejrzanego nie znalazłem.

– Wyglądają na szczęśliwe, kochające się małżeństwo – wtrąciła Jennifer.

– Mundurowi sprawdzają właścicieli czerwonych pojazdów, które zarejestrowały kamery.

– Co z Collinsem? – zapytał kapitan.

– Twierdzi, że ukradli mu samochód, gdy pracował na nocnej zmianie. Dwa tygodnie temu.

– Pewnie ściemnia – powiedział kapitan, wychodząc. – Zostało nam kilka godzin do wymiany, a wiecie, że wolałbym tego uniknąć.

W pokoju socjalnym Moore nerwowo spoglądał na telefon, sprawdzając, czy nie ma nowych wiadomości lub nieodebranych połączeń. Wreszcie wybrał numer Nikki.

– Odbierz, proszę – powtarzał. – Odbierz.

Po kilku sygnałach włączyła się poczta głosowa.